Nie skarżę się
Myślę że akceptuję
To drżenie rąk
I serca kołatanie
Tak wiele jest uroku
W hiperwentylacji..
Uwielbiam
Gdy cucisz mnie policzkiem

Ubustwiam wprost
Spotukać się w szczerym polu
Z agorafobią
Co kilka dni umawiam się
W windzie z klaustrofobią
Weszły mi w krew pogaduszki
Z nozofobią
Lecz najbliższa
Jest mi właśnie ona

Nie zawiodła nigdy mnie
Przyjaciółka ma - Nerwica


Gdy przyjdzie przysposobić do kochania innej

Z początku obco-szorstkie zimne, zimne, zimne, zimne ciało

Znów, znów mi do głowy przyjdziesz Ty
Znów, znów mi do głowy przyjdziesz Ty

Gdy przyjdzie się ułożyć do snu pierwszy raz
I szepnąć z przekonaniem kocham, kocham, kocham, kocham Cię

Znów, znów mi do głowy przyjdziesz Ty
Znów, znów mi do głowy przyjdziesz Ty
Znów, znów mi do głowy przyjdziesz Ty
Znów, znów mi do głowy przyjdziesz Ty